środa, 25 lipca 2012

Kochane stereotypy

Jak to zwykle bywa poranną porą, facebook dostarcza mi niezłej rozrywki, wszak tyle trolli siedzi na necie i publikuje bzdury, ale niektóre są boleśnie prawdziwe. Skupie się na Mazowszu wszak, tu mieszkam, tu się urodziłem i mogę na jego temat powiedzieć najwięcej.
Na mapce polskich "zalet"  na Mazowszu  znajduje się Mafia Gangsta i słoma w butach.
Z subiektywnego punktu widzenia powinienem obić paszcze temu kto to wymyślił, no gdyby nie drobny detal, że niestety to prawda. Co prawda umieszczenie mafii i gangsta obok siebie brzmi jakby nieco jak masło maślane, ale...
Mafia : nawiązując do, makaronowego pierwowzoru, organizacja przestępcza o dość ścisłych uczuciach, prawie jak rodzina, w garniturach i białych rękawiczkach. Naturalnym kierunkiem patrzenia jest, polityka i całe to tałatajstwo. Nic nie robią, kasę zdzierają, i mówią że robią to dla naszego dobra. 
Pochodzenie tego szemranego towarzystwa : cały kraj. Od kaszubskiego Słońca Peru, po inne cuda wianki, a nawet czarnoskórego Syna Bożego. Pomysł jest jeden, oddelegować "wnuka wermachtu" na Kaszuby, niech tam buduje sobie zieloną wyspę wśród mokradeł, na Żuławach. Obawiam się tylko że mieszkańcy Kaszub nie zechcą przyjąć prezentu z powrotem , wszak tego co nam demokracja dała, oddać nie wypada. Zupełnie jak w filmie "Teksas po drugiej stronie rzeki" gdy sie okazało że po drugiej stronie rzeki nie ma nic, chciano go oddać Indianom, a ci stwierdzili,  "a kto by go teraz chciał"
Z drugiej strony, mamy Jarka z pierwszym kotem rzeczypospolitej, i nie wiem co gorsze, Słońce Peru czy połowa załogi G która zawinęła księżyc. Tutaj muszę się przyznać, nawet nieco po czesku... mam napad... że jak sie ukradnie księżyc to słońce mocniej świeci, bo nie ma sie od czego odbijać. 
Gangsta : to już bardziej rodzima grupa społeczna, na dobrą sprawę, mieszkańcy warszawy mający swoje korzenie jeszcze sprzed wojny, teraz lekko na bakier z prawem, w stopniu lekkim np, delektowanie się piwem w parku czy wypaleniem skręta za rogiem. W przeciwieństwie do "mafii" Ci mają jeszcze resztki honoru, nie to co było 10-15 lat temu, ale jeszcze się dzielnie trzymają. Dlaczego napisałem że nie to co 10 lat temu, ano, mniej więcej w tym okresie, zdarzyła mi się pewna drobna sprawa. Stałem na przystanku, mając przy sobie 50plnów, ciężko zarobionych na rozdawaniu, ulotek na gambleriadzie, podchodzi dwóch typków i się pyta czy nie mam 5 złociszy, mówię po prawdzie że nie mam. Oni a jak znajdziemy to wpierdol. To mówię że mam 50plnów. Oni żebym im dał. Luzik, 50 trochę boli, ale mniej niż wizyta u dentysty. A teraz proszę o uwagę, nieoczekiwany zwrot akcji... po 10 minutach, zanim autobus przybył na przystanek, kolesie przyszli i oddali mi 45złotych. Do tej pory na wspomnienie robię sobie świątecznego karpia. I jak tu nie lubić towarzystwa z Pragi. 
Ale doszły mnie pogłoski że chłopaki są coraz bardziej bezczelne, i jak proszą o drobne na piwo, to sprawdzają czy ma się większą gotówkę. Dziwne nie raz wspierałem chłopaków w tym szlachetnym celu i jakoś nawet w zęby nie dostałem. Do nich trzeba po ludzku,  ot chociażby odpalić im tego złocisza za szczerość, bo nie kłamią że na bułkę dla dziecka. W myśl zasady prawdomówność trzeba nagradzać.
Słoma w butach : - niestety prawda, ale co poradzić, Warszawa jest przewidziana na ok 2 milionów mieszkańców, z badań wynika że już tu jest prawie 4 miliony ludzi,  a zameldowanych jest wedle oczekiwań 2 miliony. Reszta to właśnie przysłowiowa słoma w butach. Sprzeda ci taki typ trzy morgi za Suwałkami, przyjedzie do miasta i wielki pan, nagminne jest wieśniackie parkowanie ma chodnikach w okolicach parków, gdzie chodzą matki z dziećmi, nie ma jak przejść z wózkiem bo burak musi zaparkować swój wóz drabiniasty po skosie. Rozwiązanie banalne. dokarmiać ptaki na masce samochodu. Albo użyć kropli walerianowych, efektowne scratch-grafitti na masce czyli tak jak trzeba. Innym objawem czereśniactwa jest, podczas weekendowych spędów rodzinnych, stanie w korku na wylotówkach z Warszawy, podejrzewam że i inne duże miasta mają ten sam problem, a dokładnie zatrzymywanie swojego gnojowozu na pasach. Nie ważne że musisz iść szybko do apteki czy na przystanek, wieśniak grzeje silnik i nie przejdziesz. W tym wypadku przydaje sie dziewczyna w szpilkach, podajesz takiej rękę żeby zatańczyła flamenco na masce. Widziałem jeden taki przypadek, bardzo dydaktyczny rzekłbym bo ten burak już trzyma się z dala od pasów. 
Kolejnym przejawem, zwiększającej się populacji słomianej jest komunikacja miejska, mnie uczono że najpierw wypuszcza się wysiadających potem się wsiada. Kultura prawda? Spróbujcie uświadczyć czegoś takiego w godzinach szczytu.
Drugą rzeczą związaną z komunikacją, szczególnie autobusową, jest syndrom pierwszego drążka, lub jak wolicie uchwytu. Czereśniactwo pcha sie do autobusu i szczęśliwe że wsiadło, chwyta sie desperacko pierwszego drążka, zazwyczaj tego przy drzwiach. I nie ma huja we wsi żeby który poszedł dalej, bo jakże to. Ludzie autobus to nie  wóz drabiniasty na trzasko błyski remizowe, nie wypadniecie jak buraki, gdy sie przemieścicie nieco głębiej. Bo zazwyczaj autobus jest luźny np na przegubie.
Ale to nie wszystko. Plaga rowerzystów. No żesz kuźwa, rowerami się jeździ a nie wozi, wsiada typek z rowerem gondolą dla dzieciaka i rowerkiem dla swojej wybranki serca. Cały segment autobusu zawalony bo ortalionowy rycerz na swoim dwukołowym rumaku z przyczepką zagraca przejście. Nie ma jak wsiąść bo toż to ustawią swoje bicykle w poprzek. Ale nic to, reszta wsi tez jest rozbrajająca, nie ważne że cały tył autobusu wolny, a towarzystwo sie pcha do wejścia gdzie są rowery, jak by  roweru nie widzieli. No i oczywiście na każdym przystanku buraki wpadają i wypadają bo trzeba kogoś przepuścić.  Niestety takie obrazki są nagminne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz