sobota, 28 lipca 2012

Szlakiem bojowym przez Mokotów

Było ciężko, choć dałem radę.Upał jak to pokazał termometr nie daleko Racławickiej 43stopnie Ale nie wiem czy w słońcu czy w cieniu, od chodników zdrowo dawało. Mało nie zaliczyłem udaru, ale warto było. Mam ok. 40 zdjęć z tego wybierze się parę fajnych do książki. Na pewno dzięki dzisiejszej wyprawie z aparatem, będę miał ilustracje do 3 kolejnych rozdziałów.

piątek, 27 lipca 2012

Wiadomości ze świata literatury.

Stan obecny : 20 stron litego materiału wliczając tekst i zdjęcia. ok 20% zakładanej całości. Może uda mi sie przekroczyć 100 stron. Na razie mam opisaną tylko część rodzajów fotografii, a zostaje, mi jeszcze dział techniczny, potem ciekawostki, dogłębne, a co za tym idzie wizualne porównanie dwóch marek, mniej więcej równorzędnych aparatów. No i mnóstwo zdjęć. W chwili obecnej książka ma   17 zdjęć w tym 3 na całą stronę.  a do tego 3000 słów. (szacunkowo)


środa, 25 lipca 2012

Nastał czas końca.

A oto dowody :
Żydzi dla Jezusa - Widziałem już wiele, Świadków Jehowy, Mormonów, Hare Kryszna, Buddystów, a nawet Amniszów, tak tak u nas w Polsce. Widać nie jesteśmy aż tak do tyłu jeśli chodzi o zabobony, lub jak kto woli o szeroko pojętą wolność wyznania. Legenda głosi że w naszym Pięknym Kraju jest ponad 300 ugrupowań o charakterze religijnym. Co ciekawe jestem w stanie z pamięci wymienić, maks 5% tejże liczby. A reszta to co Baptyści lewej nogawki prawych spodni ? Wielbiciele Wielkiego Potwora Spaghetti ? Wyznawcy Jedi ? To wszystko pikuś, a nawet pan Pikuś. Normalnie jak zazwyczaj, bo nie powiem że codziennie, wracałem sobie grzecznie przez centrum stolicy, i patrzę sobie ludki w niebieskich koszulkach rozdają ulotki. Po chwili, bliższego zapoznania się ze zjawiskiem doczytałem sobie "Żydzi dla Jezusa" i zaniemówiłem czyżby po 2000 lat sie w końcu nawrócili ? Normalnie szok.
A gdyby było mało to jakąś godzinę temu 
mój sąsiad próbował sie wysadzić. Albo udusić gazem. Nie wnikam, złego słowa bym nie powiedział gdyby on korzystał z butli, a nie gazu z sieci, wszak, w przypadku eksplozji to idzie po nitce po kolei, do każdego podłączonego... do nas, do sąsiadów, i do sąsiadów sąsiadów, generalnie szkody byłyby spore, ale skończyło sie na interwencji straży pożarnej karetki oraz na ożywionej dyskusji okolicznych przekupek. Dyskusja trwa do teraz. Jutro zapewne pojawią sie teorie spiskowe o zemście mafii, wszak sąsiad to był zastępca komendanta.
A gdyby i to było za mało to mój tata zaczął oglądać mecze piłki nożnej. I nie wiem co jest bardziej straszne, sąsiad samobójca, czy żydzi dla Jezusa.

Kochane stereotypy

Jak to zwykle bywa poranną porą, facebook dostarcza mi niezłej rozrywki, wszak tyle trolli siedzi na necie i publikuje bzdury, ale niektóre są boleśnie prawdziwe. Skupie się na Mazowszu wszak, tu mieszkam, tu się urodziłem i mogę na jego temat powiedzieć najwięcej.
Na mapce polskich "zalet"  na Mazowszu  znajduje się Mafia Gangsta i słoma w butach.
Z subiektywnego punktu widzenia powinienem obić paszcze temu kto to wymyślił, no gdyby nie drobny detal, że niestety to prawda. Co prawda umieszczenie mafii i gangsta obok siebie brzmi jakby nieco jak masło maślane, ale...
Mafia : nawiązując do, makaronowego pierwowzoru, organizacja przestępcza o dość ścisłych uczuciach, prawie jak rodzina, w garniturach i białych rękawiczkach. Naturalnym kierunkiem patrzenia jest, polityka i całe to tałatajstwo. Nic nie robią, kasę zdzierają, i mówią że robią to dla naszego dobra. 
Pochodzenie tego szemranego towarzystwa : cały kraj. Od kaszubskiego Słońca Peru, po inne cuda wianki, a nawet czarnoskórego Syna Bożego. Pomysł jest jeden, oddelegować "wnuka wermachtu" na Kaszuby, niech tam buduje sobie zieloną wyspę wśród mokradeł, na Żuławach. Obawiam się tylko że mieszkańcy Kaszub nie zechcą przyjąć prezentu z powrotem , wszak tego co nam demokracja dała, oddać nie wypada. Zupełnie jak w filmie "Teksas po drugiej stronie rzeki" gdy sie okazało że po drugiej stronie rzeki nie ma nic, chciano go oddać Indianom, a ci stwierdzili,  "a kto by go teraz chciał"
Z drugiej strony, mamy Jarka z pierwszym kotem rzeczypospolitej, i nie wiem co gorsze, Słońce Peru czy połowa załogi G która zawinęła księżyc. Tutaj muszę się przyznać, nawet nieco po czesku... mam napad... że jak sie ukradnie księżyc to słońce mocniej świeci, bo nie ma sie od czego odbijać. 
Gangsta : to już bardziej rodzima grupa społeczna, na dobrą sprawę, mieszkańcy warszawy mający swoje korzenie jeszcze sprzed wojny, teraz lekko na bakier z prawem, w stopniu lekkim np, delektowanie się piwem w parku czy wypaleniem skręta za rogiem. W przeciwieństwie do "mafii" Ci mają jeszcze resztki honoru, nie to co było 10-15 lat temu, ale jeszcze się dzielnie trzymają. Dlaczego napisałem że nie to co 10 lat temu, ano, mniej więcej w tym okresie, zdarzyła mi się pewna drobna sprawa. Stałem na przystanku, mając przy sobie 50plnów, ciężko zarobionych na rozdawaniu, ulotek na gambleriadzie, podchodzi dwóch typków i się pyta czy nie mam 5 złociszy, mówię po prawdzie że nie mam. Oni a jak znajdziemy to wpierdol. To mówię że mam 50plnów. Oni żebym im dał. Luzik, 50 trochę boli, ale mniej niż wizyta u dentysty. A teraz proszę o uwagę, nieoczekiwany zwrot akcji... po 10 minutach, zanim autobus przybył na przystanek, kolesie przyszli i oddali mi 45złotych. Do tej pory na wspomnienie robię sobie świątecznego karpia. I jak tu nie lubić towarzystwa z Pragi. 
Ale doszły mnie pogłoski że chłopaki są coraz bardziej bezczelne, i jak proszą o drobne na piwo, to sprawdzają czy ma się większą gotówkę. Dziwne nie raz wspierałem chłopaków w tym szlachetnym celu i jakoś nawet w zęby nie dostałem. Do nich trzeba po ludzku,  ot chociażby odpalić im tego złocisza za szczerość, bo nie kłamią że na bułkę dla dziecka. W myśl zasady prawdomówność trzeba nagradzać.
Słoma w butach : - niestety prawda, ale co poradzić, Warszawa jest przewidziana na ok 2 milionów mieszkańców, z badań wynika że już tu jest prawie 4 miliony ludzi,  a zameldowanych jest wedle oczekiwań 2 miliony. Reszta to właśnie przysłowiowa słoma w butach. Sprzeda ci taki typ trzy morgi za Suwałkami, przyjedzie do miasta i wielki pan, nagminne jest wieśniackie parkowanie ma chodnikach w okolicach parków, gdzie chodzą matki z dziećmi, nie ma jak przejść z wózkiem bo burak musi zaparkować swój wóz drabiniasty po skosie. Rozwiązanie banalne. dokarmiać ptaki na masce samochodu. Albo użyć kropli walerianowych, efektowne scratch-grafitti na masce czyli tak jak trzeba. Innym objawem czereśniactwa jest, podczas weekendowych spędów rodzinnych, stanie w korku na wylotówkach z Warszawy, podejrzewam że i inne duże miasta mają ten sam problem, a dokładnie zatrzymywanie swojego gnojowozu na pasach. Nie ważne że musisz iść szybko do apteki czy na przystanek, wieśniak grzeje silnik i nie przejdziesz. W tym wypadku przydaje sie dziewczyna w szpilkach, podajesz takiej rękę żeby zatańczyła flamenco na masce. Widziałem jeden taki przypadek, bardzo dydaktyczny rzekłbym bo ten burak już trzyma się z dala od pasów. 
Kolejnym przejawem, zwiększającej się populacji słomianej jest komunikacja miejska, mnie uczono że najpierw wypuszcza się wysiadających potem się wsiada. Kultura prawda? Spróbujcie uświadczyć czegoś takiego w godzinach szczytu.
Drugą rzeczą związaną z komunikacją, szczególnie autobusową, jest syndrom pierwszego drążka, lub jak wolicie uchwytu. Czereśniactwo pcha sie do autobusu i szczęśliwe że wsiadło, chwyta sie desperacko pierwszego drążka, zazwyczaj tego przy drzwiach. I nie ma huja we wsi żeby który poszedł dalej, bo jakże to. Ludzie autobus to nie  wóz drabiniasty na trzasko błyski remizowe, nie wypadniecie jak buraki, gdy sie przemieścicie nieco głębiej. Bo zazwyczaj autobus jest luźny np na przegubie.
Ale to nie wszystko. Plaga rowerzystów. No żesz kuźwa, rowerami się jeździ a nie wozi, wsiada typek z rowerem gondolą dla dzieciaka i rowerkiem dla swojej wybranki serca. Cały segment autobusu zawalony bo ortalionowy rycerz na swoim dwukołowym rumaku z przyczepką zagraca przejście. Nie ma jak wsiąść bo toż to ustawią swoje bicykle w poprzek. Ale nic to, reszta wsi tez jest rozbrajająca, nie ważne że cały tył autobusu wolny, a towarzystwo sie pcha do wejścia gdzie są rowery, jak by  roweru nie widzieli. No i oczywiście na każdym przystanku buraki wpadają i wypadają bo trzeba kogoś przepuścić.  Niestety takie obrazki są nagminne.

poniedziałek, 23 lipca 2012

Krótkie spostrzeżenie nt feministek.

Co zabawnego jest w feministkach, ano to że, robią z siebie ofiary którymi nie są, ale skoro lubią to czemu im zabraniać.  Zawsze jakaś rozrywka.
A wiecie panowie jak  wygrać z feministką ? Nie dać sie sprowokować ich chorym zagrywkom.

Feminizm, szowinizm, i inne

Od pewnego czasu można zauważyć wzmożone działanie sił iście  piekielnych. Jak to mawiał Stanisław Lem, "wiedziałem że na świecie są idioci ale dopiero internet pokazał mi ilu ich jest".
Feminizm :  jak to bywa, ślepa uliczka ewolucji, zupełnie jak celibat czy homoseksualizm. No ale do rzeczy. Ostatnio znajoma wrzuciła na facbooka uroczy obrazek, który w wielkim skrócie mówi że 80% kobiet nie wychodzi za mąż bo dla 60 deka kiełbasy nie warto brać całego wieprza do domu. Ciekawostka przyrodnicza, po pierwsze skąd te dane, po drugie w dużej liczbie wypadków to "wieprz" bierze taką nieszczęśliwą feministkę do domu. No nic, w myśl starej zasady, widziały gały co brały, wiec skoro masz wieprza to znaczy że szukałaś w chlewie, i jesteś sobie  sama winna. Pozostałe 20% szuka męża wśród ludzi
Szowinizm : naturalna reakcja immunologiczna  na feminizm. Ale tutaj trzeba wrócić do genezy problemu, jak się szuka faceta w "chlewie" to się "wieprza" znajduje, a potem larum że facet ją bije, zdradza, znieważa. Szacunek to nie jest coś co pojawia się samo. Na szacunek trzeba sobie zapracować. Po pierwsze szanuj siebie to inni też Cię będą szanowali. Po drugie szukaj chłopa takiego który, ma odrobinę kultury, tutaj zastosowanie ma pewien monolog kobiety (o dziwo sensowny, to tak w ramach szowinizmu). 
Puknąć się możesz w czoło a nie mnie.
Posunąć to możesz krzesło.
Bzykać to możesz pszczołe
itd itd.
Bardzo łatwo w ten sposób można sprawdzić jak facet podchodzi do kobiet. Oczywiście każdemu zdarza się strzelić jakąś głupotę, natomiast zachowując pewien dystans trzeba sprawdzić czy jest to, sporadyczne, żartobliwe, czy może prostackie i nagminne. Teksty tekstami, bo jak by nie patrzył w Polsce nie mamy zbyt, poetyckiego języka erotycznego, natomiast przez pewien czas należy obserwować zachowanie, wobec siebie.  I dopiero wtedy dokonać wyboru.  
I jeśli wybierze sie wieprza to potem można mieć pretensje do siebie, a nie żalić sie na necie że każdy facet to świnia.
Tym sposobem rozwiązaliśmy kwestie "znieważania i bicia".
Pozostaje kwestia szacunku do siebie i innych. Jak się dziewczyna puszcza w galeriach, albo na wylotówkach z miast, to przeciętny facet będzie traktował taką dziewczynę "przedmiotowo", ale to już jest kwestia wychowania, bo  to że dziewczyna  zarabia jak zarabia, to od razu, według wielu najgorsza szmata, a mało kto się zastanowi dlaczego ona tak pracuje. 
Zdrada, ciężki temat, bo z jednej strony panowie jeżdżą na dziewczynki, a kobiety śmigają do Egiptu, a dla opalonych dupcyngli. Więc w tej kwestii powiedzmy sobie szczerze panuje równowaga. 
Tutaj pasuje pewna anegdota nt. seksu. Jeśli jednym kluczem otworzysz wiele zamków to jest to dobry klucz, ale jeśli jeden zamek da się otworzyć wieloma kluczami to jest tragedia. Tak wiem tekst iście szowinistyczny. Pozwolę sobie, zdystansować się opinią seksuologa, kobieta, nie powinna traktować swojego ciała jak "dworca kolejowego"  gdzie każdy menel może  wejść i się ogrzać. Od siebie sparafrazuje tą anegdotę i dorzucę kilka słów od siebie.  Kobieta, która się nie szanuje, jest jak parking przed hipermarketem, każdy może zaparkować, facet "typowy ruchacz" jest jak autobus, zatrzymuje się na każdym przystanku. Kontynuując tą motoryzacyjną myśl, w normalnym związku, normalny samochód parkuje tylko w swoim garażu. (nie wiem czy nie zabrzmiało to przedmiotowo, nie taki był tego cel)
A i chyba najważniejsza myśl dzisiejszego poranka. Trzeba umieć rozmawiać o związku a nie tylko oczekiwać i mieć pretensje. Kompromis też sie przyda...

niedziela, 22 lipca 2012

Izraelczycy uczcili pamięć mężczyzny, który się podpalił

Uwaga będzie mało poprawnie politycznie. 
Natomiast w odniesieniu do obelg pani D. Shussel to i tak pikuś.
Po przeczytaniu tego artykułu można dojść do wniosku że nasi koszerni bracia w wierze mają jakąś dziwną tendencję to naturalnych samozapłonów.
No ale do rzeczy. Debbie Shussel, pseudo dziennikarka śmie twierdzić że Polacy mordowali żydów na równi z Niemcami, o przepraszam nazistami, (nawiasem mówiąc te pojęcia są tożsame, jednokierunkowo, nie wszyscy niemcy byli nazistami, ale wszyscy naziści byli  niemcami). To że wśród Polaków zdarzali sie szmalcownicy - osoby wskazujące żydów za korzyści materialne - nie ulega wątpliwości, natomiast osoby te były brutalnie tępione przez państwo podziemne, dla przykładu. Mogły się też zdarzać przypadki gdy pewne osoby wskazywały żydów z obawy o własne życie, ale były to przypadki sporadyczne, ponieważ gdy w gospodarstwie, znajdowano żyda, zazwyczaj zabijano całą rodzinę Polków którzy ukrywali żydów, niekiedy mordowano też sąsiadów, za nie udzielenie informacji. Nie oszczędzano ani dzieci ani kobiet w ciąży ani starców. 
Pozwolę sobie przytoczyć pewną sprawę dość podejrzaną merytorycznie a mianowicie Jedwabne czarna koszerna legenda głosi że Polacy przy biernym udziale nazistów zapędzili około 1600 lokalnie mieszkających żydów do stodoły i ją podpalili.  Tutaj nie zgadza się co najmniej kilka faktów.  
1) Czy ktoś wyobraża sobie w okupowanej Polsce uzbrojonych Polaków chodzących otwarcie z bronią? W takiej sytuacji Niemcy spacyfikowaliby profilaktycznie Jedwabne i okoliczne wioski.
2) Do stodoły rzekomo zapędzono 1600 żydów. Ciekawostka przyrodnicza. Jaka ta stodoła musiała by być aby pomieścić 1600 osób. Powiem tak na rozdaniu matur było ok 600 osób, nie licząc kadry pedagogicznej, sala na której odbywała się uroczystość miała powyżej 200m2, a i tak było dość ciasno.  Czy wyobrażacie sobie stodołę o wymiarach 10x20m ? To z trudem pomieściło by się te 500-600 osób. Ale  z tego co mi wiadomo, nikt w tamtych czasach nie budował takich stodół. 
3) Magiczna liczba 1600 ofiar, co jest ciekawostką na miarę światową. W Jedwabnem i okolicach mieszkało łącznie ok 600 żydów. Więc jakim cudem liczba koszernych sie prawie potroiła ?
Nawiasem mówiąc po 89 roku dokonano ekshumacji w domniemanej lokalizacji i odnaleziono szczątki nie mniej niż 340 osób. Biorąc pod uwagę  czas jaki upłynął od tego masowego morderstwa, oraz warunki, można szacować że zamordowano góra 400-500 osób. Natomiast nie mam cienia wątpliwości że teogo dokonali naziści a nie Polacy.
Ciekawostką jest również to że strona żydowska zasłaniając sie tradycją i szacunkiem dla zmarłych, blokowała pełną ekshumację. Co ciekawe, takiego szacunku nie wymagało się od amerykanów którzy prowadzili ekshumacje w niemieckich nazistowskich obozach zagłady na terenie Niemiec. 
Taki zachowanie budzi podejrzenie że, żydzi boją się tego co można byłoby znaleźć w tych grobach, mam na myśli suche fakty. Np to że tam wcale nie zginęło tylu żydów ilu podają, to że np wśród ofiar mogą być też Polacy. Swoja drogą gdyby sie okazało, że jest tam choć jedna ofiara, która nie jest wyznania mojżeszowego, można byłoby dokonać ekshumacji, bez zająkania sie polskiego rabinatu...
---------------------------------------------------------

http://pl.wikipedia.org/wiki/Pogrom_w_Jedwabnem

sobota, 21 lipca 2012

W ramach rozrywek

Pora wyruszyć w teren i poankietować ludzi, wprawdzie nie ma to wielkiego związku z fotografią, ale... ale, pieniądze nie biorą się z powietrza. Przejrzałem sobie wersje testową formularza, prawdę mówiąc myślałem że będzie gorzej, a tu taka niespodzianka, o dziwo przejrzysty, sensowny, i bez niespodzianek, choć, szczerze mówiąc, niektóre są nawet fajne, powodują wręcz sytuacje których nawet twórcy brytyjskich komedii by nie wymyślili.
I tak najlepsza trójca złotych myśli badaczy rynku wygląda następująco :
Brązowy medal : Kwota do badania - Mężczyzna  3,5 Kobieta - 3,5. Całość - 7.
Tak tak według kwoty musiałem znaleźć trzech i pół mężczyzn, oraz trzy i pół kobiety. Rozwiązanie było dopiero po badaniu jako że twórcy sie obudzili że mam zrobić  7 wywiadów z tą dowolnością ze mogę zrobić trójkę kobiet i czwórkę mężczyzn lub odwrotnie. Bajer. Chcę wspomnieć że to był drugi czerwca i w warszawie była parada tęczowych. Nie żebym coś do nich miał.
Srebrny medal : Badanie dotyczyło nowych technologii. W pewnym momencie należało podać ilość  telefonów komórkowych. Były trzy,  dla mamy dla taty i dla 8 letniego dziecka. Przy ośmiolatku było pytanie, czy wykorzystuje telefon do celów służbowych. Podobny myk, był w przypadku telewizji, czy chłopiec ogląda telewizje do celów służbowych. Nie mam więcej pytań.
A teraz uwaga HD-FunPack 3D to znaczy mamy trzy złote medale.
Złoty medal nr 1 : Pytanie do 90letniego staruszka, czy ogłada strony erotyczne lub dla dorosłych w internecie. Sęk w tym że dziadek nie dosłyszał wiec musiałem przeczytać to pytanie głośno i wyraźnie. Efekt był tego taki że półtorej godziny później jak kończyłem tą kwotę, cały blok rżał ze śmiechu. Ściany są cienkie w wielkiej płycie... Wprawdzie w gospodarstwie domowym był internet, ale dla wnuczka który okazjonalnie odwiedza dziadków, ale nie jest zameldowany.
Złoty medal nr 2 : Dopytywanie się łysego, o przepraszam, wybiórczo kędzierzawego, o jedwab do włosów, aha respondent miał 80 lat więc miał prawo nie mieć o tym pojęcia generalnie pytanie w zaistniałem sytuacji mocno dyskryminujące.
Złoty medal nr 3 : i to taki z fikuśną kokardką. Pytanie dotyczyło zwyczajów gastronomicznych, czyli kto gdzie kiedy, odwiedza restauracje, bary itd. Układ pyt pochodzi  kwestionariusza Uwaga cytat.
Ankieter : Jak często odwiedza pan lokale gastronomiczne.
Respondent:  W ogóle nie odwiedzam.
Ankieter  : a który lokal odwiedza pan najcześciej ?
potem nastąpiła seria pytań która marka powinna być w pana ulubionym lokalu, mimo tego że on nie odwiedza takich przybytków. 
Wszystkie te trzy kwiatuszki dają do zrozumienia że kwestionariusze raczej nie przechodzą kontroli jakości. Ale przynajmniej jest zabawnie.

W końcu.

No właśnie, w końcu po całym dniu zmuszania się do wzięcia się do roboty, ruszyłem, zacząłem pisać. Mam kilka słów wstępu, zatem teraz będzie z górki. Liczę na dość obszerny materiał, no ale czas pokaże, trzeba być dobrej myśli, a nawet bardzo dobrej.
To na razie tyle. Liczę że z czasem dodam jakiś fragmencik książki. A może i nie któż to wie.

piątek, 20 lipca 2012

Piszę książkę

Dla większości znajomych to nie zaskoczenie, no może zaskoczeniem będzie to że zaczynam od zera, z dwóch powodów, po pierwsze, doszedłem do wniosku, że wersja dla opornych, no cóż, może i ma sens, ale takich poradników w internecie jest mnóstwo, drugim powodem natomiast jest format, szlag trafił 99% materiałów, wiec nie mam wyboru.
W nowej wersji oczywiście znajdą się porady dla opornych, ale jako dodatek, a nie myśl główna.
Obecnie zastanawiam się, w jakim kierunku rozwijać ten projekt. Czy w kierunku moje spojrzenie na fotografię, czy może coś w stylu  123 sposoby na fotografię. Tego jeszcze nie wiem, a może będzie to miks obu tych kierunków, któż to wie ?

środa, 18 lipca 2012

Rozmawiać jak z kobietą o kolorach.

Do niedawna panował  pewien hmm dyskryminujący  stereotyp, że ze ślepym ciężko rozmawia się o kolorach. To jest truizm, jeśli osoba była niewidoma od urodzenia, jeśli  dana osoba straciła wzrok później to już taka rozmowa jest całkiem sensowna. Ale spróbuj człowieku przegadać kobietę jeśli chodzi o kolory. To jest wyczyn na miarę nobla. Dla przykładu :
Różowy z punktu widzenia faceta jest albo "soczysty" albo sprany. Kurcze tu i tak błysnąłem rozróżnianiem różowego, ale to skrzywienie zawodowe, jestem fototechnikiem. Więc róż pod postacią filtrów "magenta" nie jest mi obcy, A co widzi kobieta, róż jako kolor to tylko punkt wyjścia do dywagacji na temat abstrakcyjnych porównań. I tak jest różowy, o kolorze różowej róży (maślanka o smaku masła z szczypiorkiem) jest różowy łososiowy, morelowy, a jak sobie delikwentka popije to jeszcze ecru dorzuci do tego zestawu. I jako że 90% kobiet nie lubi facetów w różowych koszulach, i co ciekawe 90% facetów w różowych koszulach nie lubi kobiet, mamy efekt domina. I jeśli kobieta opowiada Ci przy kolacji że widziała faceta w łosiosiowej koszuli to pierwsze skojarzenie, albo dekiel obłożył się łososiem, albo, gdy już masz za sobą pierwsza pogadankę o kolorach, wiesz że nie dekiel, tylko osobnik miłujący bliźniego swego aż za bardzo jak siebie samego. W tym momencie jeśli jesz łososia (takie skrzywienia sie zdarzają) to automatycznie ci się odechciewa jeść. 
Zielony : dla faceta od bladego po intensywny, dla kobiety od seledynowego po szmaragdowy, i ki diabeł sobie zaprzątać głowę abstrakcyjnymi nazwami, skoro można rozkminiać podstawowe kolory dodając do nich krótki opis stopnia wysycenia, lub nasycenia. I tak malujesz kobiecie kuchnie na mdło zielony kolor, a ona wyskakuje z zachwytem że jaki piękny groszkowy kolor, a ty sie człowieku zastanawiasz jak bardzo ten groszek musiał by być rozwodniony żeby dać taki kolor  Kto widział kolor groszkowy i groszek wie o czym mówię. toż to do siebie nie podobne. 
Na dobrą sprawę tak można z każdym kolorem. Kolor-nasycenie. Ale po co przecież to tak uroczo rozróżniać łososiowy, groszkowy, morelowy, oliwkowy i inne tego typu bzdury, brakuje tylko gruszkowego
Każdy facet rozróżnia więcej niż 7 kolorów,  ot chociażby przez dodanie opisu intensywności danej bary, ale to nie robi z niego osobnika miłującego bliźniego swego aż za bardzo jak siebie samego.

Konkretnych planów brak

Ale to jeszcze nie tragedia.
Ostatnio troszkę rozrywany byłem różnymi rzeczami. Ale postaram się poprawić. Wczorajszy atak na starówkę prawie się nie udał, a to z powodu pogody. Ale to co mi się zawojować, widać na fotoblogu. A dziś może zaatakuję Chmielną ? tam zazwyczaj są grajkowie i inni performerzy?