Już wcześniej wspominałem o "perełkach" branży badawczej, i o dziwo przez kawałek czasu pojawiające się w badaniach absurdy utrzymywały się na poziomie gazu rozweselającego aż do dziś, gdzie dostałem pajączkowe badanie preferencji zakupoholiczek.
Wedle instrukcji mam odwiedzić gospodarstwa domowe znajdujące sie nie dalej niż 5 minut drogi samochodem od Reala. Biorąc pod uwagę natężenie ruchu, sygnalizację świetlną, oraz przeciętną prędkość, pojazdów, zakładając że kierowca nie łamie przepisów, to w owe 5 minut można dotrzeć do miejsc gdzie kończą się linie czerwona i niebieska. i to jest "granica" obszaru działania. Sęk w tym, że w obszarze działania znajduje się zaledwie kilka domów jednorodzinnych, dosłownie kilka. Kolorem żółtym zaznaczyłem odległość do pierwszego bloku, ale ten blok ma jedną wadę, leży na zamkniętym osiedlu. Wejście graniczy z cudem, a wspólnota nie osiąga zawrotnej prędkości w kwestii wydawania pozwoleń. Kolor zielony to trasa do najbliższego domu jednorodzinnego. (1,5km) niewiele dłuższa od trasy do bloków, 1,47km. Logika nakazywała by poruszać sie w linii prostej, ale biorąc za element odniesienia samochód, nie ma możliwości żeby jechać prosto, trzeba poruszać drogami. dlatego pierwszy dom jednorodzinny to linia zielona a nie niebieska na co by wskazywała mapa. Albowiem na ulice Zielną można sie dostać jedynie od strony Wiejskiej / Szwoleżerów, bo od Piłsudskiego nie ma tam zjazdu. Już sama specyfika położenia Reala uniemożliwia realizację zgodnie z instrukcją i założeniami.
Drugim elementem tego badania jest kwota. W teorii 18-65.I tu sie pojawia jawna dyskryminacja, pominę kwestie zakupów przez osoby poniżej 18 roku życia, choć i te są co najmniej współdecydującymi o zakupach, o tyle pominięcie osób po 65 roku życia to zakrawa na skandal, tak jak by te osoby nie brały udziału w życiu, i nie dokonywały zakupów dla siebie, lub nie współdecydowały o tychże zakupach. Takie postępowanie wyklucza sporą grupę ludzi z "rynku" a trzeba pamiętać o trzech "zaletach" emerytury.
Pierwsza z nich to czas wolny, przeciętny emeryt ma go sporo więc zamiast wegetować w domu leci na zakupy. To prawie tak dobre jak deliberowanie nad Modą na sukces z doktorem w przychodni.
Druga zaleta to "promocje" i podatność staruszków na tego typu zagrania. Posłużę sie tutaj moim ulubionym tekstem branżowym, ogólnie rzecz biorąc to osoby starsze są łatwowierne, żeby nie powiedzieć naiwne, wiec promocje przyciągają ich, jak ogień przyciąga ćmy.
Trzecia zaleta "emerytury" to jej masowość, każdego miesiąca przybywa nam emerytów, tj osób powyżej 65 rokiem życia. Czyli jeden wielki absurd.
Ale trzeba jeszcze wspomnieć że nie jest to tak łatwo, bo otrzymując kwotę, tj 15 wywiadów, nie mam dowolności przeprowadzania wywiadów tylko w tym obrębie, każdy wywiad jest przypisany do konkretnego przedziału. Z doświadczenia zawodowego (ponad 2500 wywiadów) wiem że nazwijmy to współczynnik zgadzalności wynosi 2-3%. tj. w wersji optymistycznej 1 osoba na 30 zgodzi się na wywiad (3%) w wersji średnio pesymistycznej 1 na 50 (2%). I teraz mam znaleźć 15 osób. (bez udziwnień) to się okazuje że w wersji optymistycznej muszę przebadać od 450 gospodarstw domowych. W wersji pesymistycznej jest to 750 gospodarstw. Oczywiście można liczyć na cud, i okaże się że każde odwiedzone gospodarstwo zgodzi się na wywiad. To teraz pozostaje kwestia "kwoty" wiekowej i płciowej. O ile na początku to nie problem o tyle po 2-3 wywiadach zaczyna się taniec pingwina na szkle.
Podsumowując w wersji optymistycznej muszę odwiedzić ok 500 gospodarstw, i liczyć że akurat w gospodarstwach które wyraziły zgodę zastanę akurat potrzebne osoby. Szansa na takie zjawisko ok 0,1%. Dodatkowo w "strefie rażenia" nawet na siłę nie znalazłbym tylu gospodarstw...
Wniosek rzeczowy. Mission Impossible 2 i 1/3.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz